Biegiem do przodu!

Ups! Jak ja dawno nie pisałam! Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że jak się pracuje w internecie, to po godzinach już się nie chce siadać o kompa. Oraz to, że czas chyba się nałykał dopalaczy i pędzi jak oszalały. Dopiero co byłam na konferencji ramówkowej, a tu już koniec jesiennej ramówki! Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – wreszcie mam trochę więcej luzu, co objawia się tym, że nie mam odruchu wymiotnego na widok komputera ;) Ale ja tu przecież nie o pracy mam pisać!

Jak już pewnie wiecie lub się domyślacie, nie udało mi się w minionym sezonie zadebiutować na maratonie. Za dużo treningów straciłam przez problemy z łydkami i generalne osłabienie. Trener zmienił mi styl treningów, ja zmieniłam buty i od razu odczułam poprawę. Dzięki temu udało mi się jeszcze na koniec sezonu wykręcić życiówkę na 10 km na Biegu Niepodległości  w Warszawie.

Niestety, poprawa nastąpiła za późno, by w tym roku myśleć o królewskim dystansie. Tego celu absolutnie nie odkładam na półkę – jest wpisany do kalendarza na 2015 rok :) A obok niego poprawa życiówek na dystansie 5 km, 10 km i półmaratonu. Pierwsza próba na 21 km w Warszawie pod koniec marca. Już zaczęłam nowy sezon treningowy – w poniedziałek były podbiegi (nie wiem, jak to możliwe, ale na górce, którą pokazał mi trener wiecznie wieje w twarz lodowaty wiatr, serio!), wczoraj zajęcia na siłowni, a dziś 3 km rozgrzewki, 8 km po 5:50 min/km i 2 km wychłodzenia (zimą trzeba to rozumieć dosłownie..).

DziuplaAle żeby nie było za nudno, to mam przed sobą jeszcze jedno wyzwanie. A w zasadzie jestem już w jego połowie. Przez tydzień nie jem glutenu, mięsa i w ogóle żadnych produktów odzwierzęcych (nie licząc mleka do kawy serwowanej przez mojego kochanego męża – bez niej to już by nie było wyzwanie tylko katorga!), tak więc moja dieta ogranicza się głównie do warzyw, owoców i kaszy jaglanej. Po co to robię? Przede wszystkim, żeby udowodnić sobie, że potrafię zjadać te mityczne pięć porcji warzyw i owoców dziennie, żeby trochę „oczyścić” sobie organizm i poczuć się lżej. Bałam się, że bez węglowodanów złożonych z chociażby mąki pełnoziarnistej czy płatków owsianych, na których zwykle opiera się moja dieta, będę osłabiona i bez życia, ale moje obawy się nie sprawdziły. Czuję się lżej, mam energię do pracy i treningów, choć wcale nie głoduję. W warzywach świetne jest to, że można jeść ich mnóstwo, a i tak się nie przytyje ;)

Poza tym eksperymentuję sobie z różnymi wegańskimi przepisami. Moi chłopcy pokochali już wegańskie burgery, pieczoną pietruszkę z selerem i jarmuż w różnych postaciach. Na pewno będą gościły na naszym stole nawet po zakończeniu wyzwania.

Wegeburgery

Biegowa piona od Mamy w biegu :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.